środa, 13 grudnia 2017

#17, #18 Kasia Lins, "Save Me Boy" EP (2017) & Camping Hill, "Syreny" EP (2017)

W jednym z ostatnich postów pisałam, że często robię sobie wycieczki po Spotify w poszukiwaniu nowych dźwięków. W ten sposób natknęłam się niedawno na dwie epki polskich wykonawców. Przesłuchałam je i byłam mile zaskoczona, więc stwierdziłam, że trzeba się podzielić tymi krótkimi wydawnictwami. Poznajcie Save Me Boy Kasi Lins oraz Syreny Camping Hill.


Kasia Lins debiutowała w 2013 roku płytą Take My Tears (bardzo dobrą płytą, swoją drogą). Przed jej premierą wokalistka próbowała swoich sił w X Factorze, ale nie powiodło się jej. Posiada wyższe wykształcenie muzyczne, sama pisze teksty oraz muzykę do swoich utworów. Najnowsze wydawnictwo Kasi, epka Save Me Boy składa się z czterech piosenek - dwie z nich napisane są po polsku, dwie po angielsku. Wszystkie utrzymano w ciekawie brzmiącej, alternatywnej stylistyce. Otwierające epkę Save Me Boy ma intrygującą oraz nieco tajemniczą warstwę muzyczną. Jednak to nie melodia najbardziej wpada w ucho, a pełen emocji wokal, powtarzający tytułową frazę. Bardziej moją uwagę przykuło These Days - stonowane, delikatne, a jednocześnie bogate w dźwięki. W tym przypadku ponownie wokal bierze górę i gra pierwsze skrzypce. Lins odważnie eksperymentuje swoim głosem i należy przyznać, że robi to w sposób zgrabny i udany. Polskojęzyczna kompozycja Dawno była ostatnio intensywnie promowana zarówno przez samą artystkę, jak i wielu innych muzyków (Daria Zawiałow, Piotr Rogucki czy xxanaxx). Piosenka jest koncepcyjnie podobna do swojej poprzedniczki - równie wyważona i klimatyczna, ale z większym pazurem i konkretną, mocną końcówką. Ostatni numer, Wiersz Ostatni, jest najlepszą kompozycją na całym wydawnictwie. Liryczny, poetycki tekst w połączeniu z intrygującą, trochę groźną i zahaczającą o orientalizm muzyką wypada bezbłędnie. Kasia Lins udowodniła za pomocą Save Me Boy EP, że drzemie w niej spory potencjał i powinniśmy niecierpliwie wyczekiwać nowego longplaya. Ta obiecująca wokalistka może wkrótce stać się nową twarzą polskiej alternatywy. Trzymam mocno kciuki za jej dalsze sukcesy, bo zrobiła na mnie duże wrażenie.


Moja ocena: 7.5/10 (bardzo dobra, zobacz skalę ocen)
Najlepsze utwory: Wiersz Ostatni, These Days
Najsłabsze utwory: -


Zespół Camping Hill powstał siedem lat temu. Dotychczas wydali epkę Things Will Never Be The Same (2013), debiutancki długogrający album Out Of Control (2016) oraz najnowsze dzieło, czyli Syreny (2017). Wśród swoich inspiracji wymieniają takich artystów jak Arctic Monkeys, Red Hot Chilli Peppers czy Royal Blood. I zasadniczo dobrze słychać ich muzykę w utworach Camping Hill. Nie odbierajcie tego źle - nie mam myśli plagiatowania czy samplowania danych piosenek tych konkretnych zespołów, a jedynie to, że minialbum polskiej grupy jest napakowany duchem rock'n'rolla. Pierwsze na liście Rzeki to mocne, konkretne otwarcie - można powiedzieć, że to taki powrót do korzeni, a dokładnie eo garażowego, brudnego rocka. Podobnie sprawy się mają z utworem Takie czasy, który dodatkowo wyróżnia się ciekawym tekstem. Najbardziej spodobał mi się chwytliwy numer o tytule Małe Miasta. Jest ciekawie zbudowany (intensywne refreny kontrastują z nieco spokojniejszymi zwrotkami), ma w sobie coś z funku, a bonusową atrakcją jest pojawiający się w tle dęciak. Tytułowa kompozycja Syreny niczym nie odstaje od pozostałych utworów, co więcej, zyskuje dzięki rozbudowanej, wyrazistej części instrumentalnej. Myślę, że gdyby nie ta solowa końcówka, przeszłabym obok tej piosenki raczej obojętnie. Camping Hill trzeba mieć na oku, jeżeli jest się fanem ostrzejszego grania. Od kilku lat muzyka rockowa niestety traci na popularności i coraz mniej artystów decyduje się ją wykonywać. Epka Syreny może nie jest idealna, ale z pewnością jest obiecująca - ten kwadrans intensywnych dźwięków stanowi dobry dowód, że rock'n'roll wciąż istnieje i ma się dobrze. Oby tak dalej.


Moja ocena: 6.5/10 (dobra; zobacz skalę ocen)
Najlepsze utwory: Małe Miasta, Syreny
Najsłabsze: -
Theme by Lydia | Land of Grafic