środa, 21 lutego 2018

#21 Barbara Wrońska – Dom z ognia (2018)

Pustki oraz Ballady i Romanse – spoiwem tych dwóch formacji jest ich wokalistka, a mianowicie Barbara Wrońska. Dotychczas znana z działalności pod szyldem tychże grup, niedawno wydała swoją debiutancką, solową płytę. Dom z ognia – bo tak się nazywa krążek – zainteresował mnie od razu, jeszcze długo przed premierą. Zawsze, kiedy członkowie zespołów decydują się na samodzielną ścieżkę kariery, jestem  ciekawa, jak sobie poradzą i przede wszystkim w którą stronę pójdą: znaną, bezpieczną czy nieznajomą, eksperymentalną? Barbara Wrońska zdecydowała się na opcję numer dwa i wyszło jej to naprawdę dobrze.

Pierwszym zwiastunem płyty był singiel Nie czekaj – utwór przyjemny, ciepły i chwytliwy, o różnobarwnej warstwie muzycznej oraz tekście zachęcającym do działania i spełniania swoich marzeń. Bije od tej kompozycji pozytywna energia, nic zaskakującego zatem, że ogarnęły mnie równie pozytywne przeczucia względem całego albumu. Już po pierwszym odsłuchu wiedziałam, że intuicja i tym razem mnie nie zawiodła.


Na Dom z ognia składa się dziesięć utworów, czyli łącznie dostajemy niecałe czterdzieści minut muzyki – dość standardowo. W tej niepełnej godzinie chowają się przeróżne niesztampowe kombinacje brzmień, przez które trudno jednoznacznie przypisać tę płytę do konkretnego gatunku muzycznego. Trochę tu popu, trochę elektroniki, całość ozdobiona elementami alternatywy – sporo tutaj zróżnicowanych rozwiązań oraz stylistyk, które, mimo wszystko, zgrabnie się ze sobą łaczą i współpracują.

Całą przygodę rozpoczyna emocjonalna, smutna Rozmowa, której klimat mocno kontrastuje od Nie czekaj będącego następnym w kolejce. Przy Końcu lata ponownie zwalniamy, ale tylko na chwilę. Tempo tego utworu ładnie rośnie, ujawniając bogactwo dźwięków. W Nieustraszonych podoba mi się zabawa wokalem, na którą pozwala sobie Wrońska, jednocześnie nie zapominając o eksperymentach w warstwie muzycznej. Tytułowy Dom z ognia to flirt z jazzowo-soulowym klimatem, a śpiew przeplata się z recytacją. Zdecydowanymi highlightami są Depression oraz Abstrakcja. Pierwszy tytuł to zamglona i hinpotyzująca kompozycja, w dodatku jedyna anglojęzyczna na płycie. Całkowicie trafia w moje upodobobania. W przypadku Abstrakcji niewiele trzeba opowiadać o utworze, ponieważ sam jego tytuł wyjaśnia wiele. Recytowany tekst, ogrom rozmaitych, nietypowych dźwięków, które wzbudzają zaciekawienie słuchacza. Sprawdźcie sami.


Debiut Barbary Wrońskiej to przyjemna podróż po wszelakich dźwiękach oraz stylach. Potencjał drzemiący zarówno w artystce, jak i w jej utworach, został całkowicie wykorzystany. Jest spójnie i różnorodnie zarazem – Wrońska nie zamknęła się w swojej strefie komfortu, przeciwnie, zaczerpnęła coś z wielu gatunków, spajając te elementy w jedno. Co więcej, podoba mi się autentyczność tego krążka. Nic nie jest tutaj sztuczne ani wymuszone, a podczas słuchania usłyszymy skrajne emocje w głowie wokalistki: raz będzie smutna, raz będzie wesoła, innym razem melancholijna, ale za każdym razem wypada bezbłędnie. Tak naprawdę nie znalazłam tutaj niczego do zarzucenia. To bardzo dobra płyta, do której z chęcią będę wracać.

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra, zobacz skalę ocen)
Najlepsze utwory: Dom z ognia, Nie czekaj, Abstrakcja, Depression
Najsłabsze utwory:
Theme by Lydia | Land of Grafic